Doniesienie do prokuratury
Moi rodzice otrzymali pismo z Prokuratury Okręgowej (sygn. akt), w którym jest mowa, że Prokuratura Rejonowa prowadzi postępowanie w sprawie pozyskania przeze mnie haseł komputerowych w sieci informatycznej K. Kiedy zostałem wezwany na przesłuchanie, mowa właściwie była o tym, że firma K złożyła doniesienie w sprawie wykradzenia przeze pnie programów, które pisałem (choć mam do niech prawa autorskie) oraz bazy danych klientów (co jest strasznym absurdem, co już wielokrotnie wyjaśniałem). Pozyskanie haseł odbyło się chyba w sierpniu czy wrześniu 2005, co zostało wyjaśnione na nagranej przez K rozmowie. Po tym czasie pracowałem jeszcze w firmie K do 02.01.2007 –wszystkie sprawy zostały wyjaśnione na moją korzyść, chodziło o wykazanie braku zabezpieczeń w firmie (która te zabezpieczenia miała obowiązek posiadać z uwagi na przechowywanie baz danych takich firm członkowie grupy P czy W!). Jednak Marek C trzymał to nagranie przez prawie 2 lata i ujawnił je dopiero, gdy już nie mogąc znieść notorycznego łamania praw pracowniczych złożyłem wypowiedzenie i zażądałem wypłaty zaległego wynagrodzenia.
Prowadząc postępowanie Prokuratura chyba nie zadała podstawowych pytań:
-
Dlaczego Marek C nie ujawnił „przestępstwa” wcześniej?
- Dlaczego popełniając rzekome przestępstwo (tak straszne dla firmy K) pracowałem jeszcze przez tak długi czas?
- Dlaczego przedłużono ze mną umowę po prawie roku od popełnienia „przestępstwa”?
-
Dlaczego dostałem podwyżkę, chciał popełniłem tak straszne przestępstwo na niekorzyść pożyczkodawcy?
-
Dlaczego firma K również jako straszne przestępstwo uznała, że wykradłem im programy, które sam pisałem (czego nie zrobiłem, ale mam pełne prawo je posiadać i do wielu prawa majątkowe należą do mnie, choć firma K je sprzedawała i sprzedaje bez mojej wiedzy)
- Dlaczego firma K nie złożyła doniesienia zaraz po tym jak się dowiedziała o rzekomym „przestępstwie”? tylko po prawie 2 latach?
-
Po co Marek C trzymał to nagranie?
Odpowiedź jest oczywista: to co zrobiłem nie podlega odpowiedzialności karnej ponieważ, przyznano mi całkowitą rację, czego na rozmowie nie ma (inaczej nie było by „haka”), ale bez czego nie mógłbym przecież dalej pracować i jest to bardziej niż oczywiste.
A dlaczego firma K to zrobiła?
- Marek C chciał wymusić na mnie kolejny raz pracę za darmo i na czarno (czego wręcz zażądał po moim wypowiedzeniu, chciał abym wrócił i robił dalej to co robiłem jeszcze przez jakiś czas)
-
Marek C chce mnie straszyć, abym odstąpił od żądać uregulowania ze mną spraw formalnych (nie płacenie składek na ZUS, ubezpieczenie społeczne, podatku przez pierwsze 5 miesięcy mojego zatrudnienia)
-
Marek C nie chcę wypłacić mi zaległego wynagrodzenia
Wszystkie czynności związane z hasłami zostały zaniechane już przed rozmową, po rozmowie potwierdzone i skontrolowane (Rafał C również bardzo często zabierał komputer, na którym pracowałem i sam coś na nim robił i go sprawdzał).
Ponadto nadal uważam, że przeszukanie domu moich rodziców nie mogło mieć miejsca ponieważ nakaz mówił, że mają być przeszukane pomieszczenia, które ja zamieszkuje a nie, w których kiedyś i tylko czasem przebywałem (przecież normalne, że czasem u rodziców się bywa). Tymczasem przeszukano wszystko i nie znaleziono nic. Firma K doskonale wie, że nie mieszkam w Ca a mimo to postanowili również wmieszać w swoje „machlojki” moich rodziców. Od tej decyzji nie ma już odwołania, ale tylko do Prokuratury i to nie znaczy, że decyzja ta jest właściwa czego potwierdzenia nadal będę oczekiwał.
Podsumowując:
Postępowanie, które toczy się przeciwko mnie w ogóle nie powinno się rozpocząć! To cała masa absurdów wymyślanych przez firmę K! Jestem oburzony funkcjonowaniem organów wymiaru sprawiedliwości, bo zamiast dochodzić prawdy traci się tylko czas.
